Flint to największe miasto w hrabstwie Genesee, w stanie Michigan. Licząca prawie sto tysięcy mieszkańców miejscowość od wielu lat zmaga się z rosnącym bezrobociem i dużą skalą przestępczości, która niejednokrotnie była opisywana w licznych amerykańskich mediach, które w błyskawicznym tempie nadały jej przydomek jednego z najniebezpieczniejszych miast w całej Ameryce.

Zła passa dotknęła Flint niemalże w tym samym czasie co leżące nieopodal Detroit. Niewłaściwa polityka zagospodarowania przestrzennego, błędy w ustawodawstwie podatkowym, dezindustrializacja i głośne wybuchy zamieszek, doprowadziły ostatecznie do ogłoszenia bankructwa przez Detroit w 2013 roku. Dziś Flint może się „pochwalić” niemalże 30% stopą bezrobocia, wszechobecną biedą, ponad tysiącem opuszczonych budynków i kryzysem opieki zdrowotnej wywołanym głównie przez poważne zanieczyszczenie wody pitnej.

Nic dziwnego więc, że upadające miasto zyskuje popularność wśród fotografów, którzy z zapałem dokumentują na swoich zdjęciach codzienne życie jego mieszkańców. Jednym z tych śmiałków jest nowojorczyk Juan Madrid. Ten przez blisko miesiąc przechadzał się po niebezpiecznych zakątkach Flint, aby dokładnie opowiedzieć historie żyjących na granicy ubóstwa ludzi.

Dlaczego Twój wybór padł właśnie na Flint?

Juan Madrid: Jeden z moich przyjaciół, który odbywał staż w lokalnej gazecie, postanowił mnie zaprosić do odwiedzenia jego miasta w trakcie lata, na chwilę przed rozpoczęciem ostatniego roku moich studiów. Szczerze mówiąc, prawie nigdy nie opuszczałem stanu Nowy Jork, więc było to dla mnie idealna okazja, aby przeciwstawić się rutynie.

Flint nie ma zbyt dobrej opinii w mediach. Nie czułeś pewnego rodzaju obawy?

Swojego czasu media poświęcały niemalże całą swoją uwagę na Detroit, niejednokrotnie wspominając też o sąsiadującym z nim Flint. Jasne, że w mojej głowie pojawiły się różne pesymistyczne myśli, jednak zdecydowanie przezwyciężyła je chęć stworzenia zupełnie nowego projektu.

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia?

Jadąc jedną z głównych dróg prowadzących do miasta, miałem wrażenie, że oglądam jeden z pierwszych odcinków z The Walking Dead. Masa opuszczonych budynków i stare szyldy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Mimo wszechobecnej biedy, mieszkańcy miasta są dość mili i przyjaźni. Byli też nieco zaskoczeni tym, że w ogóle zechciałem przyjechać do ich miasta.

Czy rzeczywisty obraz Flint ma wiele wspólnego z tym, co przedstawiają media?

Niestety muszę przyznać im rację. Nie ma sensu zaprzeczać, że w mieście panuje bieda, a wszyscy lepiej usytuowani mieszkańcy już dawno z niego wyjechali. Nawet za dnia trzeba mieć się na baczności, aby nie zostać napadniętym. Sam chyba pięciokrotnie byłem świadkiem rabunku w samym centrum miasta. Po zmroku natomiast lepiej zostać w fotelu przed telewizorem.