W dzisiejszym świecie fenomenem internetu można nazwać niemalże wszystko. W ciągu zaledwie kilku ostatnich lat mieliśmy już słodkie koty, pulchnego Azjatę wykonującego disco polo i kretyńskie udawanie manekinów. Dlatego też niezwykle rzadko możemy trafić w sieci na coś, czym będziemy żyli przez całe tygodnie.

Tematyka dorastania i codziennego życia młodych ludzi była już wielokrotnie przerabiana zarówno przez telewizję, jak i kino. Pamiętam, że gdy kilka lat temu chodziłam do liceum, większość moich znajomych oglądała Skinsów. Brytyjski serial w dość ciekawy, ale jednocześnie nieco przerysowany sposób opowiadał coraz to dziwniejsze historie z życia angielskich nastolatków. Dziś z kolei, po prawie czterech latach od emisji jego ostatniego odcinka, możemy obejrzeć produkcję, która jeszcze nigdy tak dobrze nie przybliżała nam problemów małoletnich.

„Skam” to bijąca w ostatnim czasie rekordy popularności produkcja z Norwegii. Trudno jednak nazwać ją tradycyjnym serialem – w tym przypadku najlepszym określeniem jest internetowy projekt. Każdy jego odcinek składa się bowiem z kilku scen, które na bieżąco publikowane są na stronie internetowej publicznej telewizji NRK. Jeśli więc śledzeni przez nas bohaterowie wybierają się w sobotni wieczór na rozpoczynającą się o godzinie dwudziestej domówkę, fragment ten ujrzy światło dzienne właśnie w ten sam dzień tygodnia o tej samej godzinie. Wszystkie wrzutki są z kolei scalane w jeden epizod w każdy piątek.

Skam

Dodatkowo na wspomnianej stronie publikowane są screeny z komunikatorów postaci, a każda z nich posiada swój własny profil w mediach społecznościowych, co jeszcze bardziej potęguje odczucie ich realności. Niezwykle umiejętne połączenie serialowej fikcji z rzeczywistością sprawia więc, że traktujemy bohaterów jako swoich dobrych znajomych.

Każdy sezon „Skam”, choć opowiada o grupce mieszkających w Oslo licealistów, skupia się przede wszystkim na jednym z nich. Podczas seansu spotkamy między innymi poszukującą akceptacji Vilde, charyzmatyczną muzułmankę Sanę, hedonistycznego Chrisa, nieco zagubioną Evę i powoli odkrywającego swoją orientację seksualną Isaka. Ich perypetie stają się odwzorowaniem codziennych trudności każdego z nas bez względu na wiek. Bo choć z pozoru wydaje się, że „Skam” to produkcja skierowana głównie dla nastolatków, przyjemność z jego oglądania mają zarówno dwudziesto, jak i nawet trzydziestolatki.

I właśnie to uniwersalność jest największym atutem serialu. Zakraplane imprezy, pierwsze kontakty z narkotykami, trudne relacje ze znajomymi i problematyczne miłosne uniesienia przytrafiły się w życiu każdego z nas. Przy okazji spotkamy się także z takimi trudnymi tematami jak społeczna akceptacja, feminizm, religia, gwałt czy tożsamość seksualna. Wszystko to składa się na obraz realnego świata, dzięki czemu „Skins” wydaje się opowieścią fantasy.

Prawdziwą siłę „Skam” możemy odkryć przede wszystkim oglądając jego trzeci sezon, którego pierwszy odcinek trafił do sieci na początku października ubiegłego roku. Jest to bowiem jedna z najlepszych (o ile nie najlepsza) ekranizacji homoseksualnej miłości w historii nie tylko telewizji, ale i kina, która bez wątpienia poruszy serca także tych o nieco bardziej heteronormatywnej orientacji (wymagana paczka chusteczek przy dwóch ostatnich odcinkach). Ciekawy przebieg całej historii, świetna gra aktorska, wpadający w ucho soundtrack i ujęcia, których nie powstydziliby się nawet Sofia Coppola czy Xavier Dolan. Czy można chcieć czegoś więcej?

Skam

Główną twórczynią „Skam” jest 34-letnia Julie Andem, która jeszcze niedawno mogła się pochwalić dość skromnym doświadczeniem w branży medialnej. Julie nie tylko sama wyreżyserowała wszystkie odcinki swojego serialu, ale też napisała scenariusz do każdego z nich. Zanim jednak „Skam” nabrał ostatecznych kształtów, młoda twórczyni wybrała się w półroczną podróż po całej Norwegii, aby móc spotkać się ze zwykłymi nastolatkami i poznać ich prawdziwe problemy. Po tym etapie już ze swoją ekipą przeprowadziła casting w którym wzięło udział ponad tysiąc ochotników. W tym momencie warto wspomnieć, że aktorzy których ujrzymy na naszym ekranie nie są dwudziestoparolatkami udającymi nastolatków, lecz prawdziwymi młodymi ludźmi będącymi w wieku granych przez siebie postaci.

Czwarty sezon „Skam” ma ujrzeć światło dzienne jeszcze w pierwszej połowie tego roku. Zanim jednak obejrzymy jego pierwszy odcinek, postanowiliśmy przez chwilę porozmawiać właśnie z Julie.

Jestem pewna, że gigantyczny sukces „Skam” otworzył przed tobą drzwi do nowych możliwości. Dostałaś jakieś propozycje od innych producentów?

Myślę, że powoli zaczynam się do tego wszystkiego przyzwyczajać. Kiedy kręciłam pierwszy odcinek, moim marzeniem było to, aby „Skam” trafił chociaż do małej grupki norweskich nastolatków. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że stanie się znany na całym świecie, nigdy bym w to nie uwierzyła.

Oczywiście moje nazwisko stało się trochę bardziej rozpoznawalne tutaj na miejscu. Nie chcę jednak rozdrabniać się na drobne i zamierzam skupić się tylko i wyłącznie na tym, co zaczęłam.

Na planie zdjęciowym pracujesz z młodymi aktorami, którzy do tej pory nie mieli żadnej styczności z kamerą. Było to dla Ciebie trudne wyzwanie?

Umówmy się, chyba wszyscy nie mieliśmy dużej styczności z kamerą (śmiech). Cała obsada „Skam” jest według mnie absolutnie genialna, a praca z nimi jest prawdziwą przyjemnością. Sądzę, że wielu zawodowych aktorów nie dorasta im do pięt. Ich podejście i zaangażowanie jest naprawdę godne podziwu.

Przed startem oficjalnych prac nad każdym kolejnym sezonem, wszyscy dokładnie zapoznają się ze scenariuszem. Dzięki temu mogą się podzielić ze mną nie tylko własnymi wskazówkami, ale też obawami przed zagraniem konkretnych scen. Nigdy nie zmusiłabym nikogo do zagrania czegokolwiek. Staram się też utrzymywać przyjazną atmosferę na planie. Poza kręceniem kolejnych scen zawsze towarzyszy nam dużo humoru.

Skam

Sugerując się aktywnością nastolatków w mediach społecznościowych, „Skam” stał się dla nich niemalże drugim życiem. Czy w związku z tym odczuwasz pewnego rodzaju presję i odpowiedzialność? 

Cóż, tworzenie czegoś, co jest śledzone przez tysiące młodych ludzi zawsze jest dużym wyzwaniem. Wszystkie przedstawiane historie są jednak na tyle prawdziwe i autentyczne, że mogłyby wydarzyć się w życiu każdego młodego człowieka. Największą presją jest chyba to, aby fikcja nie górowała nad rzeczywistością, a odpowiedzialnością jest właściwe ukazanie trudnych problemów.

Historie przedstawiane w „Skam” są dość uniwersalne. Czy sama identyfikujesz się z którąś z nich?

To dość kłopotliwe pytanie z racji tego, że jestem dość nieśmiała i nie lubię o sobie opowiadać (śmiech). Myślę jednak, że bliskie mojemu sercu są takie zagadnienia jak brak samoakceptacji i niska samoocena.

Kilka tygodni temu dotarła do nas informacja o planach powstania amerykańskiej adaptacji. Nie obawiasz się, że kopia nigdy nie dorówna oryginałowi?

Patrząc na całą atmosferę, która narosła wokół serialu, decyzja producentów jest dość naturalna. Myślę, że moi amerykańscy koledzy poradzą sobie z tym wyzwaniem. Z resztą będziemy ich mocno w tym wspierać.

Międzynarodowa popularność serialu przyniosła także wzrost masowej sympatii do samej Norwegii…

Tak, niezwykle miło mi było czytać wiele opinii w sieci. Okazuje się, że serial przybliżył innym nieznany dotąd obraz Norwegii. Co więcej, od jakiegoś czasu są nawet organizowane specjalne wycieczki po serialowych miejscówkach w których chętnie biorą udział obcokrajowcy.

Po części tematykę trzeciego sezonu poznaliśmy jeszcze w pierwszej serii. Czy wątek nadchodzącego został nam również zasugerowany wcześniej?

Mały wątek Isaka pojawił się w pierwszym sezonie zanim jeszcze zaczęłam prace lub nawet zaczęłam myśleć o scenariuszu do trzeciego. Mogę więc powiedzieć jedynie, że w tym przypadku nic nie jest oczywiste.

Zdradzisz chociaż kiedy poznamy pierwsze informacje o nowej serii?

Wszystko w swoim czasie (śmiech).

ALT ER LOVE

Tekst: Katarzyna Polańska, Małgorzata Arendt
Tłumaczenie: Kamila Gronkowska