Kiedy rozmawiam ze znajomymi o ich życiu bez drugiej połówki, często pojawiają się odpowiedzi o braku wolnego czasu na chodzenie na randki. Wszystko to przez takie prozaiczne codzienne obowiązki jak praca, uczelnia czy utrzymywanie dotychczasowych kontaktów. Podobnego problemu nie miała jednak londyńska artystka Natasha Caruana, która w ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy spotkała się z dokładnie 54 mężczyznami – w dodatku żonatymi. Tym samym odbyła ponad osiemdziesiąt randek w kilkudziesięciu kawiarniach na terenie całego Londynu.

Wszystkie z nich wydarzyły się jednak nie z powodu osobistych potrzeb, lecz nowego projektu, którego głównym celem było zbadanie zależności pomiędzy życiem w wirtualnej rzeczywistości a potrzebą nawiązania fizycznego kontaktu z drugą osobą.

Natasha swoich potencjalnych kandydatów znajdowała przede wszystkim za pomocą wielu popularnych serwisów i aplikacji randkowych. W większości przypadków pierwsze spotkanie odbywało się już następnego dnia po odbyciu kilkugodzinnej rozmowy w sieci. Każda randka była z kolei nagrywana i uwieczniania na fotografiach, o czym mężczyźni nie mieli jakiegokolwiek pojęcia.

Jak zapewnia Caurana, największym wyzwaniem było dla niej określenie ścisłych granic, których za wszelką cenę nie może przekroczyć: „Ze względu na swój komfort i bezpieczeństwo, ze wszystkimi facetami spotykałam się tylko i wyłącznie w miejscach publicznych. Celem spotkania, przynajmniej z mojej strony, była tylko i wyłącznie rozmowa, którą nagrywałam ukrytym w torebce małym dyktafonem. Musiałam cały czas pilnować się, aby nie przekroczyć wrażliwej granicy prywatności i ich zachowania w stosunku do mnie. Wtedy też byłam w wieloletnim związku ze swoim chłopakiem, co bardzo mi w tym pomogło”. 

Nie ma co ukrywać, że głównym celem większości facetów było nawiązanie przelotnego romansu. Szybko jednak okazało się, że przyczyną założenia konta w serwisie randkowym była przede wszystkim samotność i brak zrozumienia ze strony partnerek. „W większości przypadków w błyskawicznym tempie stawałam się jakąś terapeutką. Podczas gdy w pierwszych chwilach zaczęli walczyć o moje względy, szybko rozmowa dotyczyła ich żon i związanych z nimi problemów. Nie chcę uogólniać, ale sądzę, że ich niewierność była spowodowana różnorakimi problemami w związku, w dodatku niekoniecznie związanymi ze sprawami łóżkowymi. „ – mówi.

Dość specyficzne przedsięwzięcie zmieniło podejście Natashy do współczesnych relacji, które najczęściej rozpoczynają się właśnie w internecie. „Dla przykładu, nigdy nie mogłam zrozumieć mojego homoseksualnego przyjaciela, który ciągle umawiał się na Grindrze na jednorazowe przygody. Kiedy w jednej z rozmów opowiedziałam mu o moim projekcie, przyznał, że w rzeczywistości seks jest dla niego fałszywym substytutem bliskości i czułości.” – dodaje.

Zdjęcia Natashy zostały oficjalnie zaprezentowane szerszej publiczności pod koniec 2015 roku podczas wystawy „Love is An Act” w londyńskim Open Data Institute. Dziś artystka pracuje z kolei nad nowym projektem o podobnej tematyce, tym razem z udziałem uniwersyteckich badaczy.