Po niespełna dziesięciu latach od wydania debiutanckiego albumu, który na dobre zaprowadził wszystkich indie dzieciaków na klubowe parkiety, Justice szykują się do premiery nowej, długo oczekiwanej płyty będącej trzecim krążkiem w ich dotychczasowej karierze. W związku z tym, postanowiłem porozmawiać z nimi o narodzinach kolejnego dziecka w electro house’owej rodzinie.

Gaspard Augé i Xavier de Rosnay spotkali się ze mną w prywatnym apartamencie w jednym z paryskich hoteli. Już po kilku minutach doszedłem do wniosku, że wybór miejsca nie był przypadkowy – wszystko to za sprawą balkonu, który pozwolił im na nieskrępowane oddanie się nikotynowemu nałogowi. I w większości to właśnie tu, w oparach dymu, przebiegła nasza rozmowa.

Pierwszą rzeczą, która zaintrygowała mnie po odtworzeniu „Woman” było przede wszystkim basowe uderzenie w „Safe and Sound”. Ostatnio dowiedziałem się, że wstawienie tego typu basu w wielu muzycznych kawałkach jest równie kiczowate, co wstawka z saksofonem.

Gaspard Augé: Oj tak, to było dość duże ryzyko.

Xavier de Rosnay: Mamy nadzieję, że brzmi na dość akceptowalnej granicy. Tak naprawdę bawimy się nim, a co więcej, chcieliśmy go jeszcze znacznie rozbudować, bo reszta piosenki jest dość prosta i powtarzalna. To dość zimny kawałek disco – chór i smyczki przynoszą mu życiowe ciepło, a reszta została zaprogramowana tak, aby brzmiała jak komputerowo-futurystyczne disco.

Ostatecznie wyszło to Wam całkiem nieźle.

Gaspard: Poświęciliśmy dość dużo czasu, aby tak to wyszło. Nagranie każdej części jest naprawdę pracochłonne, ale i tak to lubimy.

Zapętlony sampel przypomina mi z kolei Jean-Claude Vanniera.

Gaspard: To dość zabawne.

Xavier: Wiem o czym mówisz. Jean-Claude Vannier był właśnie jedną z tych osób, o których myśleliśmy podczas nagrywania. Przez pewien czas myśleliśmy nawet o zaproszeniu go do współpracy, jednak jednocześnie nawiązaliśmy kontakt z London Contemporary Orchestra do której należy wielu młodych, uzdolnionych muzyków.

„Woman” przynosi nam też najwięcej „piosenek” w tradycyjnym znaczeniu tego słowa.

Xavier: Gaspard ma zupełnie inny gust od mojego, ale myślę, że 80% wszystkich piosenek, które słucham stanowią właśnie klasyczne kawałki o miłości, począwszy od Beach Boys, a na The Ronettes kończywszy.

Gaspard: Coż, po raz pierwszy na naszej płycie umieściliśmy kawałki o miłości. Chyba dlatego, że znamy się o wiele lepiej niż jeszcze kilka lat temu.

A może po prostu zmieniła się uczuciowa sfera Waszego życia? 

Xavier: Powiem jedynie to, że wszystko co tworzymy, przychodzi do nas w pełni naturalną drogą.

„Fire” to dla mnie świetny banger. Planujecie wydać go w formie singla?

Xavier: Myślimy nad tym, choć wciąż nie do końca rozumiemy czym tak naprawdę jest singiel. Gdy kończymy nagrywanie jakiegoś kawałka, myślimy „O tak! To będzie niezły singiel!”, a później uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy kolesiami od robienia hitów, które królują w stacjach radiowych czy iTunes. Wydanie singla jest bardziej zaproszeniem słuchacza do zapoznania się z resztą naszej twórczości, niż sposobem na zarobienie kasy. Szczerze mówiąc, ilość sprzedawanych przez nas singli jest śmiesznie niska.

Tekst „Randy” wydaje się być trochę niegrzeczny. Wers „Got to get it up to make it better” nie koniecznie może przypaść do gustu radiowcom.

Xavier: Cóż, wszystko zależy od tego, jakie znaczenie nadajesz słowu „randy”. Dla nas jest to zwykły wyraz – kompletnie neutralny pod względem płci. Kilka dni po wydaniu tego kawałka okazało się jednak zupełnie inaczej.

Jak wygląda powstawanie Waszych utworów? Piszecie słowa, a następnie przekazujecie po prostu wokaliście?

Xavier: To zależy. „Fire” napisaliśmy w pełni samodzielnie, a następnie poprosiliśmy Morgana Phalena, aby na nim zaśpiewał. Przez dłuższy czas zastanawialiśmy się chociażby nad tym, czy rym „season” do „reason” brzmi w porządku. Staraliśmy się napisać tekst jak najlepiej, jednak najważniejsza jest dla nas zwykła prostota.

Gaspard: Czasami mamy dość duży problem z pisaniem tekstu, ale wynika to chyba z tego, że jesteśmy po prostu Francuzami.

justice2

Zastanawialiście się kiedyś nad pisaniem tekstów w języku francuskim?

Xavier: Nie, bo to właśnie angielski jest językiem popu. Dorastaliśmy w latach 80-tych, kiedy cały czas słuchaliśmy angielskiej lub amerykańskiej muzyki. Dopiero w następnej dekadzie francuski rząd przygotował ustawę regulującą czas poświęcony francuskim piosenkom na antenach stacji. To właśnie wtedy francuskie kawałki z lat 70-tych znowu stały się popularne.

Przy okazji nasunęło mi się jedno pytanie: dlaczego w muzyce francuskiej jest tak wiele duetów?

Xavier: Hmm, to prawda. Cóż, trudno mi powiedzieć dlaczego tak jest.

Gaspard: Może jednym z powodów jest fakt, że francuski rock and roll nigdy nie był popularny poza granicami Francji. Jedyną naszą muzyką, która stała się znana na całym świecie jest jedynie muzyka elektroniczna.

Myślicie, że istnieje pewnego rodzaju szablon? Jeśli jesteś z Anglii, marzysz o należeniu do zespołu w stylu Beatlesów. Jeśli jesteś z Francji, chcesz nagrywać w duecie.

Xavier: Dla mnie dwie osoby to już niezły tłum. Będąc w zespole musisz być przygotowany na dość duże ryzyko niepowodzenia i narastające wewnętrzne konflikty.

To właśnie dlatego od lat jesteście najlepszymi kumplami?

Xavier: Tak, to najlepsza rzecz jaka może się zdarzyć podczas tworzenia muzyki.

Gaspard: Albo po prostu nie mamy problemów z przerośniętym ego.

Przypomnijmy, że poznaliście się w 2003 roku na jednej z imprez, gdy obaj zajmowaliście grafiką komputerową. Był to jakiś branżowy zlot?

Xavier: [Śmiech] W Paryżu wszyscy są grafikami, ale wtedy nie była to impreza nerdów.

Jako graficy z pewnością przywiązujecie dość dużą wagę do całej otoczki wizualnej. Co było pierwsze, muzyka czy krzyż?

Gaspard: Muzyka.

Xavier: Pomysł z krzyżem pojawił się dość przypadkowo. Kiedy po raz pierwszy go użyliśmy, wcale nie chcieliśmy przywiązywać się do niego na dłużej. Po ukończeniu prac nad pierwszą płytą nie mieliśmy żadnych pomysłów na jej okładkę. Chcieliśmy posiadać pewnego rodzaju symbol. Dzięki niemu nie musisz umieszczać nazwy grupy na okładce – wszyscy bowiem i tak wiedzą o kogo chodzi. Wtedy też ostateczny wybór padł właśnie na krzyż.

Przywłaszczenie symbolu, który od setek lat ma wiele różnych znaczeń i jest jednocześnie ważny dla milionów ludzi na całym świecie to niezwykle ryzykowne posunięcie. 

Xavier: Używamy go w pełni normalny, a nie bluźnierczy sposób. Dla większości wykorzystanie krzyża jest prowokacją – Madonna już nie raz umieszczała go między swoimi piersiami, a metalowe grupy wieszały go do góry nogami. Krzyż stał się niezwykle ważną częścią Justice. Jest dla nas niczym trzeci członek.

Dla niektórych i tak spłoniecie w piekle.

Xavier: Nie wydaje mi się.

Zostaliście wychowani w wierze katolickiej?

Xavier: Tak, ale na swój francuski sposób.

Gaspard: Nie.

Wydaje mi się, że niechętnie wypowiadacie się na tematy polityczne.

Xavier: Tak. Dlatego, że jako Justice jesteśmy tylko i wyłącznie muzykami.

Gaspard: Myślę, że ludzi kompletnie nie obchodzi to, co mamy do powiedzenia na temat polityki.

Nawet po tym co wydarzyło się w Bataclan?

Xavier: Myślę, że o tym zostało powiedziane już niemalże wszystko.

Dla wielu kontrowersyjny klip do „Stress” ma właśnie podłoże polityczne.

Xavier: Ludzie przypisują wszystkiemu takie znaczenie, jakie chcą. Klip od samego początku nie miał żadnego podłoża na tle politycznym. To tylko siedem minut czystej przemocy do której ludzie nie byli po prostu przyzwyczajeni. Zamiast tradycyjnych scen przemocy znanych z kinowych filmów postanowiliśmy wykorzystać francuskie przedmieścia i z pozoru zwykłych ludzi.

 

Tekst: J. Allen
Tłumaczenie: Monika Zalewska